Pierwsza bluzka, szpitalna.


W czerwcu tej bluzce stuknie rok. Nie miałam okazji, żeby ją wam pokazać, bo wśród moich domowników ciągle brakuje pasjonata-fotografa. Zamiast ustawiać samowyzwalacz i ćwiczyć biegi na krótkie dystanse, postanowiłam wykorzystać dzień kobiet i powiększyć rodzinę o taką bladą bezgłową "panią". Myślę, że dzięki niej blog się ożywi! Choć brzmi to paradoksalnie..



Bluzka została ochrzczona w gronie najbliższych "bluzką szpitalną". Może faktycznie, coś w tym jest, źle dobrałam materiał do wykroju, albo po prostu czegoś jej jeszcze brakuje. Noszę ją jednak z lnianym naszyjnikiem, który dostałam od koleżanki i mam wrażenie, że wtedy nie wygląda tak "łyso".


Przed szyciem najbardziej obawiałam się pierwszego starcia z dekoltem w szpic i odszyciem, ale okazało się, że jedyną trudność sprawiło podłożenie dołu o kształcie fali Dunaju. Tu wdałam, tam delikatnie naciągnęłam i na szczęście obyło się bez prucia. Ale! Żeby nie było, że poszło tak gładko. Prułam dekolt, bo w pierwszej wersji (zdjęcie poniżej) stebnowanie na wierzchu nie przyniosło zadowalającego efektu. Poprawiłam i przyszyłam odszycie do zapasów szwów.




Wykrój: Knipmode 
Materiał: Tkanina bawełniana

Poskromienie Maszyny

4 komentarze:

  1. Dlaczego zaraz szpitalna? Jest świetna! Mnie się bardzo podoba i tkanina, i krój :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może być szpitalna, nie krępuje ruchów, więc pewnie może się sprawdzić w pracy personelu medycznego. Ale zapewne świetnie wygląda do białych lnianych spodni lub jeansów. Warto taką mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się szpitalna bluzka podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bluzka jest świetna, niczego jej nie brakuje :) nosilabym ją do białych spodni :) a i naszyjnik bardzo ładny, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz dotyczący mojej, mniej lub bardziej, radosnej twórczości :)